dziekiewicz 
   Linki
   Filmiki
   Galeria zdjeć
   LSK
   Newsy
   Chat
 





Imię i nazwisko Eleonora Dziękiewicz

Data urodzenia 25 października 1978

Miejsce urodzenia Gdańsk, Polska

Wzrost 185 cm

Waga 75 kg

Pozycja środkowa

Zasięg w ataku 310 cm

Zasięg w bloku 
290 cm






Siatkarskie początki

Piłkę do siatkówki odbijała po raz pierwszy w wieku kilku lat. Jak sama mówi, przypadkiem. Spodobało jej się i postanowiła przyłożyć się do treningów. Wkrótce przyszły pierwsze sukcesy, które sprawiły, że swoją przyszłość zaczęła wiązać z tą dyscypliną sportu.
- Trafiłam do klasy o profilu sportowym, a siatkówka była tam po prostu jedyną sekcją – wspomina z uśmiechem Lena. - Przez długi czas w ogóle nie stawiałam na sport. Traktowałam to raczej rekreacyjnie, trenowałam dla przyjemności. Nigdy nie myślałam o tym poważnie. Dopiero kiedy przyszły pierwsze malutkie sukcesy w wieku juniorskim, stwierdziłam, że warto postawić na sport.
Dalej wszystko potoczyło się już bardzo szybko. Dziękiewicz trafiła do AZS-u Gdańsk, potem do Gedanii. Kilka lat później zasiliła zespół Sokoła Mogilno, a następnie drużynę Stali Mielec. - Do wszystkich klubów, w których występowałam, mam ogromny sentyment – opowiada nasza bohaterka. - Każdą ze swoich byłych drużyn zawsze będę miło wspominać. Czułam się w nich znakomicie, atmosfera była świetna, dobrze mi się tam grało.

Prawdziwa eksplozja talentu zawodniczki nastąpiła dopiero w Pile. Eleonora Dziękiewicz prowadzona przez trenera Jerzego Matlaka zaczęła grać na środku siatki i radziła sobie świetnie. Zaczęła, bo w poprzednich klubach grała głównie jako prawoskrzydłowa. Na samym początku jej występów w Pile otrzymała szansę gry na przyjęciu z atakiem. - Dopiero dwa lata temu trener Jerzy Matlak stwierdził, że dam sobie radę na środku, mimo iż nie jestem najwyższą zawodniczką – mówi Lena. - Ta decyzja była strzałem w dziesiątkę. Od tego czasu nie zmieniałam już pozycji. A wcześniej... Cóż, jeżeli ktoś jest od wszystkiego, to tak naprawdę jest od niczego – śmieje się.


Największe klubowe sukcesy zawodniczki przypadły na okres występów w Kaliszu. Co prawda, Dziękiewicz grała tam przez tylko jeden sezon, ale sięgnęła po Puchar Polski (została wybrana MVP turnieju), zdobyła złoty medal mistrzostw Polski i została najskuteczniej blokującą w rozgrywkach Ligi Siatkówki Kobiet ze średnią 0,82 punktowego bloku na set. W pokonanym polu pozostawiła tak doskonałe zawodniczki jak Milada Spalova, Natalia Bamber, Sylwia Pycia i Dominika Koczorowska.
- Był to na pewno bardzo udany sezon. Jednak nie mogę powiedzieć, że najlepszy w mojej karierze. Wydaje mi się, że nie jestem jeszcze zawodniczką kompletną. W Kaliszu w kilku elementach siatkarskiego rzemiosła nie mogłam się do końca wykazać, mam tu na myśli obronę i przyjęcie. A jeżeli chodzi o atak i blok... Sądzę, że spełniłam swoje zadanie – dodaje skromnie siatkarka, która póki co nie ma zamiaru wyjeżdżać za granicę, aby grać w silniejszej lidze. - Dobrze mi w Polsce – śmieje się. - Bardzo ważna jest dla mnie rodzina. Za granicę trudno zabrać ze sobą najbliższych, a sama nie chciałabym wyjeżdżać – uzasadnia.

W reprezentacji za talent i profesjonalizm


Dzięki dobrej grze w barwach Winiar Kalisz, w 2007 roku Eleonora Dziękiewicz została dostrzeżona przez nowego szkoleniowca polskiej narodowej reprezentacji – Marco Bonittę. Jak sama mówi, nie spodziewała się powołania. Doskonale zdaje sobie jednak sprawę, że lata ciężkiej pracy w salach treningowych zostały nagrodzone. - Powołanie do reprezentacji to efekt przede wszystkim ciężkiej pracy. Nie ma innej recepty na sukces – twierdzi bohaterka. - Ciężka praca to nie tylko wylewanie potu na treningach. Pojęcie to obejmuje także chwilę zastanowienia przed każdym meczem. Trzeba pomyśleć o tym, jakiego przeciwnika ma się po drugiej stronie siatki. Trzeba wiedzieć, jak najbardziej lubi atakować, a później tylko wyjść na parkiet i starać się blokować jego ulubione kierunki – opowiada o swojej recepcie na dobrą grę. To właśnie dzięki tak profesjonalnemu podejściu otrzymała szansę od trenera Bonitty. Na pierwsze zgrupowanie do Kędzierzyna-Koźla pojechała pełna optymizmu, z uśmiechem na twarzy, mimo iż była przemęczona zakończonym niedawno sezonem ligowym. Zdawała sobie sprawę, że w tym roku nie będzie miała wakacji. Nie przejęła się tym. Wręcz przeciwnie: zmobilizowała się do jeszcze cięższej pracy. Lena powtarza, że gra w reprezentacji to dla niej ogromny zaszczyt. - Uczestnictwo w zgrupowaniach reprezentacji i bronienie barw Polski to oczywiście zaszczyt, ale też prywatna sprawa każdej zawodniczki. Jeżeli ktoś nie chce grać w kadrze, nie należy go do tego zmuszać – tłumaczy siatkarka. - Ja chcę, gra w biało-czerwonych barwach jest dla mnie bardzo ważna – dodaje i nie rzuca słów na wiatr. Udowodniła bowiem, że gra z orzełkiem na piersi to dla niej sprawa honorowa.

W pierwszym poważnym sprawdzianie w szeregach reprezentacji Polski – turnieju World Grand Prix - pokazała się ze świetnej strony. Miała duży wkład w doprowadzenie do pierwszego w historii awansu Polek do turnieju finałowego, rozegranego w chińskim mieście Ningbo. Mimo że biało-czerwone zajęły tam ostatnie – szóste miejsce, Dziękiewicz ponownie błyszczała, a podczas ceremonii zakończenia odebrała nagrodę dla najlepiej blokującej turnieju. - Jestem skromną osobą i generalnie nie czuję się dobrze w takich sytuacjach – wspomina. - Chociaż nie ukrywam, że byłam bardzo dumna i czułam wielką radość. Przyjemnym uczuciem jest zostać wyróżnionym i stać obok takich gwiazd jak np. Taismary Aguero – mówi z uśmiechem. Po chwili dodaje, że finałowy turniej World Grand Prix był nie tyle ważny dla niej, co dla całej reprezentacji. - Turniej Grand Prix dał nam wewnętrzne przekonanie, że jesteśmy silne. Dziś wiemy już, że potrafimy bardzo dobrze grać i wygrać z każdym przeciwnikiem – nawet tym najsilniejszym – wyjaśnia Dziękiewicz. - Faktem jest, że turniej finałowy nie wyszedł nam tak, jakby wszyscy sobie tego życzyli. Jestem pewna, że było nas stać na więcej niż szóste miejsce. A co udział w tak prestiżowym turnieju dał naszej bohaterce? - Dla mnie to na pewno kolejny bagaż doświadczeń – mówi Lena. - Mimo iż w siatkówkę gram już kilkanaście lat, naprawdę sporo mogłam się nauczyć. Nie twierdzę, że umiem już wszystko. Wiem, że do doskonałości jeszcze wiele mi brakuje. A w meczach reprezentacyjnych można się rozwijać i zbierać nowe doświadczenia.


Kolejną okazją do zdobywania doświadczeń dla Dziękiewicz były rozegrane w Belgii i Luksemburgu mistrzostwa Europy. Niestety nie ziściły się marzenia zawodniczki o medalu z tego właśnie czempionatu. Biało-czerwone zajęły w nim dopiero czwartą lokatę, mimo iż fazę grupową przeszły jak burza. Jednak w meczu półfinałowym nie sprostały Serbkom, które kilka dni wcześniej rozgromiły 3:0. W spotkaniu o trzecie miejsce okazały się słabsze od Rosjanek i w ten sposób musiały pożegnać się z myślą o medalach. - Przykro mi z tego powodu. Tym bardziej, że grałyśmy bardzo dobrze, wszystko szło po naszej myśli – tłumaczy się siatkarka. - Miałyśmy medal na wyciągnięcie ręki i nagle – w najważniejszym momencie - coś się zacięło. Trudno mi się z tym pogodzić.
Szybciej niż Lena z czwartym miejscem pogodził się jej mąż Tomasz, z zawodu stolarz, który chciał zrobić żonie prezent. Twierdził, że reprezentacja może i nie sprostała oczekiwaniom kibiców, ale jego ukochana małżonka rozegrała bardzo dobry turniej. Pan Tomasz postanowił w nagrodę wykonać nowe meble do kuchni w ich wspólnym mieszkaniu.

Kobieta z żelaza


Poprzednik Marco Bonitty, Andrzej Niemczyk nie widział dla Eleonory Dziękiewicz miejsca w drużynie narodowej. Zawodniczka nie czuje jednak do niego żalu. - W czasie kiedy trenerem reprezentacji był Andrzej Niemczyk, nie byłam kadrze potrzebna – mówi skromnie sama zainteresowana. - Trener Niemczyk miał w zespole kilka dziewczyn bardzo dobrze atakujących i blokujących. W tym roku z występów w reprezentacji z powodu problemów zdrowotnych zrezygnowały Agata Mróz i Sylwia Pycia. Ja wskoczyłam na ich miejsce. A trenerowi Niemczykowi wcale nie chciałam nic udowadniać poprzez moje dobre występy – śmieje się. Trenera Niemczyka, podobnie jak Marco Bonittę darzy dużym szacunkiem, a ten drugi, odkąd ma okazję z nim pracować, jest dla niej autorytetem. Ceni go za poważne podejście do siatkówki i perfekcjonizm. - Trener Bonitta od samego początku wpajał nam, że w naszym sporcie ważne są detale. Nawet dwie czy trzy piłki w meczu mogą zadecydować o zwycięstwie lub przegranej – relacjonuje nasza bohaterka. - Cały czas trzeba być skupionym i skoncentrowanym, nawet przez chwilę nie można okazać słabości. Po przegranych akcjach trzeba podnieść głowę do góry i grać dalej. Praca nad tym jest nużąca, bo wiadomo, że takie drobne rzeczy trzeba trenować bardzo długo. Efekty w postaci zwycięstw same przychodzą.


Po słowach Eleonory Dziękiewicz można wnioskować, że nigdy nie narzeka. W żadnym z wywiadów nie mówi o zmęczeniu ani o kontuzjach. Czy rzeczywiście jest kobietą z żelaza?
- Ja także narzekam, chociaż nie mówię o tym głośno – nieśmiało uśmiecha się Lena. - Każda z nas jest człowiekiem i każda tak samo odczuwa zmęczenie. Sezon reprezentacyjny zaczyna się tuż po zakończeniu rozgrywek ligowych, nie ma więc czasu na odpoczynek. Jestem z dala od bliskich. Wakacyjny okres spędziłam na zgrupowaniach. Cały lipiec i sierpień byłam z reprezentacją. Rzadko widywałam się z mężem, bardzo za sobą tęskniliśmy. Z przyjaciółmi kontakt miałam jedynie telefoniczny.

Postawę Leny docenia asystentka trenera Bonitty, Magdalena Śliwa. - Ona naprawdę nigdy nie narzeka. Jeżeli coś jej dolega lub doskwiera, tłumi to wszystko w sobie. To jej ogromny plus i zachowanie godne naśladowania – mówi Śliwa. - Nie mówi głośno o swoich problemach, żeby nie robić drużynie przykrości. Chce, aby zespół zawsze miał świadomość, że może na nią liczyć. Nawet gdy coś ją boli, daje z siebie wszystko – dodaje. - Ogólnie mogę wyrażać się o niej w samych superlatywach. To wspaniała zawodniczka i wspaniała koleżanka – kończy Śliwa.

W zaciszu domowego ogniska

Eleonora Dziękiewicz na boisku sprawia wrażenie bardzo spokojnej i opanowanej. Czy jest tak w rzeczywistości? - Pod siatką trudno mnie zdenerwować. Podczas meczów skupiam się jedynie na tym, aby postawić przeciwniczkom trudne warunki i blokować ich ataki. Denerwuję się jedynie sama na siebie, kiedy popełniam głupie błędy – zapewnia skromnie nasza bohaterka. A jaka jest prywatnie Lena Dziękiewicz? - Lena Dziękiewicz jest osobą wyciszoną i spokojną – opowiada o sobie. - Uwielbia czasem zaszyć się na chwilę w domu, w samotności. Bierze wtedy książę do ręki, albo odpoczywa, słuchając muzyki. Nie jest to jednak jej sposób na stres. Nie jest osobą nerwową i bardzo trudno wyprowadzić ją z równowagi. Ta samotność to po prostu sposób na regenerację.

Środkowa reprezentacji nie stawia przed sobą zbyt wygórowanych celów, nie wybiega daleko w przyszłość. Skupia się na rzeczach doczesnych. Jak sama podkreśla, „marzenia można realizować małymi kroczkami”. - Wszystkie moje dotychczasowe małe marzenia spełniały się – mówi Lena. - Poczynając od gry w najlepszych klubach, poprzez zdobywanie medali: od brązowego w Pile do złotego w Kaliszu, a kończąc na powołaniu do reprezentacji. Obecnie marzę o tym, żeby zagrać na igrzyskach olimpijskich.


Zdjęcia:
- Reprezentacja.net
- Zbiory prywatne Eleonory Dziękiewicz

Źródło:
- Reprezentacja.net








 
Copyright ©2007 by dziekiewicz
Kreator Stron www